NATALIA ŚWIĘCHOWICZ

 

<< Olbrzymia różnorodność Meksyku i Gwatemali onieśmiela podróżnika i zaskakuje go na każdym kroku. Codziennie odkrywa on w tych krajach coś nowego i niepowtarzalnego, spotyka na swojej drodze niesamowitych ludzi i dowiaduje się o zupełnie nieznanych mu wcześniej rzeczach. Może to wszystko sprawia duch Majów, którego obecność wyczuwa się często wśród górskich szczytów, nad taflami jezior, w bujnych lasach i potężnych dolinach, pośród ruin starożytnych piramid i ścian współczesnych chat, a nawet biorąc w dłoń najmniejszy kamień pochodzący z tutejszej ziemi… >>

Hiszpańscy konkwistadorzy widzieli w Nowym Świecie przede wszystkim krainę pełną ukrytych bogactw. Wielkie miasta i wspaniałe budowle, które tu zastali, utwierdziły ich tylko w tej nadziei. Dlatego zagarnęli te ziemie, nie licząc się zupełnie z rdzennymi mieszkańcami i tym wszystkim, co przez wieki zdążyli oni stworzyć. Historii nie da się zmienić, ale z pewnością wielu z nas zastanawiało się często nad tym, jak potoczyłyby się dalsze losy tych indiańskich plemion, gdyby nie zetknęły się z wojskami odkrywców...  

 

Kultura Majów pełna jest różnorodnych symboli. W każdej wzniesionej przez nich budowli zakodowali oni elementy swoich wierzeń i wiedzy. W tym świecie wszystko funkcjonuje zgodnie z rytmem przyrody, cyklem pór roku i wegetacji roślin: życie człowieka podporządkowane zostało uprawie kukurydzy, z której bogowie mieli ulepić pierwszych ludzi. Gdy podróżujemy po dawnych ziemiach majańskich, odkrywamy ze zdziwieniem, że przedstawiciele tej zdawałoby się całkowicie zniszczonej przez hiszpańskich kolonizatorów cywilizacji przetrwali do naszych czasów. Na terytorium Meksyku (głównie na półwyspie Jukatan), Gwatemali, Belize, Salwadoru i zachodniego Hondurasu żyje obecnie mniej więcej 7 mln potomków Majów, posługujących się ok. 30 różnymi językami i wyznających chrześcijaństwo. Często zachowują oni prekolumbijskie wierzenia i nadal odprawiają stare rytuały.

 

Kultura wiecznie żywa

Przenikanie się dawnej i nowej religii z łatwością zaobserwujemy w San Juan Chamula w meksykańskim stanie Chiapas, ok. 10 km od San Cristóbal de Las Casas. Najważniejsze wydarzenie w roku stanowi tutaj karnawał trwający przez cztery dni poprzedzające Wielki Post. To niezmiernie barwne i huczne święto jest okazją do szalonej zabawy. Wśród trunków króluje mezcal, czyli wódka z agawy, oraz meksykańskie jasne piwo Sol. We wtorek przed środą popielcową na główny plac miasteczka, wypełniony radosnym tłumem, wypuszczane są ogromne byki, a śmiałkowie próbują im wskakiwać na grzbiety. Tę niezwykłą scenę najbezpieczniej obserwować z tarasów okolicznych budynków. Ci, którzy lubią ekstremalne doznania, dołączają czasem do mieszkańców uciekających przed rozjuszonymi zwierzętami. Jednak największe wrażenie robi wizyta w małym kolonialnym Kościele św. Jana Chrzciciela (San Juan Bautista) w centrum San Juan Chamula. Po przekroczeniu jego progu uderza nas zapach palonego kopalu. Światło świec rozlewa się po całej świątyni, na posadzce leży igliwie, a w poprzek nawy wiszą kolorowe szarfy. W środku nie ma ławek. Żarliwie modlący się ludzie klęczą i kołyszą się niczym w transie w rytm słów i jednostajnej muzyki. Miejscowi w większości nie znają hiszpańskiego i posługują się na co dzień majańskim językiem tzotzil, o czym przekonałam się podczas próby nawiązania rozmowy z grającym na gitarze mężczyzną. Ta osobliwa konwersacja zakończyła się wspólnym toastem wzniesionym pełnym kieliszkiem lokalnego mocnego trunku, powstałego z fermentacji trzciny cukrowej, zwanego pox, którym celebruje się koniec danej modlitwy.   

FOT. SECTUR CHAPAS

Katedra w założonym w 1528 r. mieście San Cristóbal de Las Casas

 

            Podczas wędrówki śladami współczesnych Majów na terenie stanu Chiapas warto zajrzeć do niezmiernie interesującego miasta San Cristóbal de Las Casas, gdzie znajduje się m.in. Museo de la Medicina Maya, czyli Muzeum Medycyny Majańskiej. Poznamy w nim tajniki dawnych rytuałów Indian Tzotzil i Tzeltal, odprawianych również w naszych czasach, a będących wynikiem bliskiego obcowania z naturą przez setki lat. Gdy szaman przystępuje do leczenia, ustala najpierw, czy chorobę wywołała zła wola jakiegoś człowieka, czy też duchy. Następnie stosuje odpowiednią kurację, która często skutkuje dolegliwościami żołądkowymi, co ma oznaczać, że ciało oczyszcza się z negatywnej energii i zachodzi w nim proces zdrowienia. Duże znaczenie w tutejszej medycynie mają także kamienie pozyskiwane właśnie w rejonie Chiapas. Majowie wierzą, iż posiadają one uzdrawiającą moc, chronią przed złymi duchami i pomagają zachować wewnętrzną równowagę. Dlatego nierzadko noszą je przy sobie jako amulety. Za najdrogocenniejszy kamień, któremu przypisuje się również największą siłę, uważa się bursztyn meksykański z Chiapas. W Museo del Ámbar (Muzeum Bursztynu) w San Cristóbal de Las Casas można podziwiać 350 jego okazów. W tym miejscu poznamy też pochodzenie, historię wydobycia i proces obróbki bursztynu meksykańskiego. To jedna z niewielu tego typu ekspozycji nie tylko w Ameryce Łacińskiej, ale i na całym świecie.

 FOT. SECTUR CHAPAS

ocozocoautla de Espinosa (stan Chiapas) – kolorowy Karnawał Zoque Coiteco

 

Magia natury

W Gwatemali najwięcej mistycyzmu znajdziemy niewątpliwie w przyrodzie. Zachodnie wyżyny tego kraju skrywają jedno z najpiękniejszych jezior na ziemi – Atitlán, malowniczo wciśnięte między wulkany i łańcuchy górskie. O ile w sąsiednim Meksyku otoczone przez bujną, soczystą, tropikalną zieleń piramidy potęgują nasze wrażenie małości wobec wspaniałej cywilizacji Majów, o tyle tutejsze szczyty czuwające nad miastami i ich mieszkańcami, nastrajają do spokojnego delektowania się krajobrazami w ciszy i zadumie. Dzień płynie tu nieśpiesznie, latynoskim rytmem. Nawet psy przyzwyczaiły się do tego, wylegując się leniwie na ulicach wśród omijających ich czerwonych tuk-tuków.

FOT. INSTITUTO GUATEMALTECO DE TURISMO (INGUAT)

Jezioro Atitlán położone jest na wysokości 1560 m n.p.m. i ma 18 km długości

 

Atitlán przyciąga nad swoje brzegi podróżników z całego świata. Jezioro to uchodzi za najgłębsze w Ameryce Środkowej (ma ok. 340 m głębokości). Wypełnia kalderę, która zaczęła się formować miliony lat temu pod wpływem działalności wulkanów, w wyniku czego powstały trzy nowe stożki: San Pedro (3020 m n.p.m.), Tolimán (3158 m n.p.m.) i Atitlán (3537 m n.p.m.). Dziś wszystkie są wygasłe, a na ich szczyty prowadzą szlaki turystyczne. Podczas jednego dnia można zdobyć wulkan San Pedro. Ścieżka pełna wulkanicznego piachu prowadzi przez plantacje kawy, a następnie gęsty tropikalny las. Po 3 godz. stromego podejścia jesteśmy na szczycie, skąd rozpościera się wspaniały widok na jezioro i sąsiednie wierzchołki.

Po przybyciu nad Atitlán warto ominąć turystyczne Panajachel, zwane przez miejscowych Gringotenango, i udać się łodzią do pobliskich uroczych miasteczek: Santa Cruz La Laguna, San Marcos La Laguna czy San Pedro La Laguna. To ostatnie bywa często kilkutygodniową bazą dla tych, którzy chcą nauczyć się podstaw języka hiszpańskiego przed dalszą podróżą po Ameryce Środkowej. Mieszkają oni skromnie u majańskich rodzin i uczęszczają rano na indywidualne zajęcia. Popołudniami przygotowują wraz ze swoimi gospodarzami posiłki, zakładają tradycyjne stroje regionalne i wspólnie spędzają czas.

FOT. INSTITUTO GUATEMALTECO DE TURISMO (INGUAT)

Symbol Antigui – Arco de Santa Catalina, fragment dawnego klasztoru 

 

Pod groźnym okiem wulkanu

Gwatemala jest niezmiernie barwnym krajem. Kolorowe stragany największego w Ameryce Środkowej targu w Chichicastenango pełne są tęczowych torebek, koców, oryginalnej biżuterii i tradycyjnych ubiorów, w które chętnie przebierają się turyści. Na gwatemalskich ulicach spotkamy jaskrawo pomalowane chicken busy, czyli stare amerykańskie autobusy szkolne, które w USA i Kanadzie odeszły już na emeryturę i właśnie tutaj przeżywają swoją drugą młodość. Często podróżuje się w nich w towarzystwie żywego inwentarza, siedząc prawie na ramieniu sąsiada, lecz przejażdżka tym osobliwym środkiem transportu to coś, czego nie powinien przegapić żaden prawdziwy globtroter. 

Mniej więcej 80 km i cztery chicken busy od jeziora Atitlán znajduje się jedno z najpiękniejszych miast Ameryki Środkowej, niestety, o wyjątkowo tragicznej historii – Antigua (La Antigua Guatemala, czyli Stara Gwatemala). Niszczone kilkakrotnie przez pobliski Volcán de Agua (Wulkan Wody) i trzęsienia ziemi, utraciło po niemal 240 latach tytuł stolicy Królestwa Gwatemali (Reino de Guatemala) w 1776 r. na rzecz Gwatemali (Ciudad de Guatemala). Obecnie wulkan pozostaje w stanie uśpienia, strasząc nadal mieszkańców swoim gniewem. Przed wycinką drzew z jego zboczy przeprowadzają oni stosowne rytuały, aby go tylko nie rozzłościć. Realne zagrożenie dla okolicy stanowi natomiast ciągle aktywny Volcán de Fuego (Wulkan Ognia), którego ostatni wybuchł miał miejsce we wrześniu ubiegłego roku. Była to największa jego erupcja w historii (od 1524 r. odnotowano ich ponad 60). Ewakuowano wówczas ponad 3 tys. ludzi z okolicznych wiosek. Podczas spaceru po Antigui napotykamy ruiny pięknych kościołów zniszczonych przez siły natury. Zastanawiamy się, co sprawia, że miasto to nie zostało opuszczone. Być może życie w ciągłym zagrożeniu dla jego mieszkańców nie jest przekleństwem, a jedynie formą poddania się prawom przyrody, w które wierzą i które szanują.  

Meksyk i Gwatemala zapraszają nas do wciąż żywego świata Majów, gdzie magia stanowi nadal istotną część ludzkiej egzystencji. Tu na własne oczy przekonamy się, że potomkowie tych starożytnych Indian nie tylko przetrwali europejską kolonizację, lecz także nie zapomnieli o swoim wspaniałym dziedzictwie kulturowym. Nie popełniajmy błędów hiszpańskich konkwistadorów, a będziemy mieli szansę spojrzeć na rzeczywistość z zupełnie innej perspektywy...

 

Artykuły wybrane losowo

Portugalia – na końcu Starego Świata

Miejscowość Azenhas do Mar położona na stromym klifie w gminie Sintra
T09ARH1E

© TURISMO DE PORTUGAL/JOSE MANUEL

MAGDALENA BARTCZAK


Przyjazny śródziemnomorski klimat, egzotyczne krajobrazy, różnorodna kuchnia, fascynująca historia, bogactwo architektury, liczne plaże rozciągnięte nad Atlantykiem i ogromna gościnność mieszkańców to tylko niektóre z wielu zalet Portugalii. Ten nieduży kraj pełen turystycznych atrakcji leży na samym krańcu Europy. Dlatego przez długi czas jego terytorium określano mianem „finis terrae”, czyli „koniec świata” bądź „koniec lądu”.

Więcej…

Irański skarbiec Bliskiego Wschodu

 

Isfahan_2.jpg

Plac Naghsz-e dżahan w Isfahanie

© PARS TOURIST AGENCY

 

Karolina Rakowiecka-Asgari

 

Iran to prawdziwy raj dla turystów. Obfituje w rozmaite atrakcje – od śnieżnych stoków narciarskich po gorące wybrzeże Zatoki Perskiej, od niezwykle suchych terenów w centrum po obszary wilgotnego klimatu nadkaspijskiego, od najnowocześniejszej architektury po subtelne meczety i zagubione w piaskach pustyni wioski z domami z gliny mieszanej ze słomą oraz bezcenne zabytki starożytności. Wszystkie te miejsca pozostają niemal dziewicze, ponieważ zagranicznych przybyszów wciąż przyjeżdża w te strony na tyle niewielu, że budzą autentyczną sympatię i zaciekawienie Irańczyków. Dlatego można tutaj nadal zaznać najprawdziwszej słynnej perskiej gościnności. Pod przyjętą w językach państw zachodnich dopiero w 1935 r. rodzimą nazwą Iran, od zawsze stosowaną przez mieszkańców kraju, kryje się przecież właśnie Persja, odgrywająca tak ważną rolę w dziejach świata od starożytności.

Choć Persowie stanowią dziś zaledwie ponad 50 proc. ludności państwa, od stuleci, a właściwie tysiącleci, to właśnie ich kultura dominuje nie tylko w irańskich granicach, ale i całym regionie. Trzeba pamiętać, że odkąd w VI w. p.n.e. powstało pod wodzą Cyrusa II Wielkiego pierwsze perskie imperium Achemenidów rozciągające się w okresie swojej świetności od Indii po Egipt, zwyczaje i tradycje niesione przez język perski – pełniący funkcję lingua franca na licznych terytoriach świata starożytnego, a potem w kalifacie – rozprzestrzeniły się na ogromnym obszarze (mawiano, że i w muzułmańskim raju perski ma być używany na równi z arabskim). Nigdy nie była to jednak kultura zamknięta. Przeciwnie, tym, co pozwoliło jej przez tysiące lat zachować tożsamość, okazała się zdolność asymilowania wpływów, w tym tych najstarszych asyro-babilońskich, stepowych, greckich, a z czasem arabskich (od najazdu w VII w.), tureckich i mongolskich. Każdy kolejny najeźdźca bądź nowy sąsiad szybko uczył się tutejszych wzorców. Nawet Mongołowie, którzy w XIII w. dosłownie obrócili w niwecz wschodnie centra kulturowe ówczesnej Persji, już w pierwszych pokoleniach jako nowi władcy kraju przejmowali nie tylko religię, ale i zamiłowanie do sztuki i język. W ten sposób literatura perska, jedna z najznamienitszych na świecie, przesiąknięta starymi, przedislamskimi motywami i mitami, znajdowała mecenasów wśród kolejnych obcych rządzących.


Do dziś dzieła literackie stanowią ważny element zbiorowej tożsamości Irańczyków i ich dumę narodową. Taksówkarze, przekupnie czy hotelarze z wypiekami na twarzy wyrecytują nam całe długie fragmenty poezji klasycznej lub też eposu Księga królewska (Szahname), pochodzącego już z okresu islamskiego (przełom X i XI w.), ale opiewającego świetność legendarnych i historycznych władców sprzed najazdu arabskiego. Mieszkańcy Iranu powszechnie sądzą, że XIII-wieczny mistyk i poeta Rumi (1207–1273), współczesny mu Sadi z Szirazu (1213 lub 1219–1291) bądź późniejszy o wiek Hafiz (Hafez, ok. 1315–ok. 1390) lepiej wyrażali ich bolączki niż obecni twórcy. To zresztą kolejna tutejsza osobliwość – choć język nowoperski (farsi) rozwija się od IX stulecia, jego wczesne formy są znacznie łatwiej zrozumiałe dla dzisiejszych irańskich czytelników niż utwory Mikołaja Reja czy Jana Kochanowskiego dla Polaków.

Współcześni Persowie

Shiraz_Botanical_Garden.jpg

Botaniczny Ogród Eram należący do Uniwersytetu w Szirazie

©WIKIMEDIA COMMONS/NICK TAYLOR



Perski jest nadal jedynym urzędowym językiem Iranu, mimo iż jako pierwszym posługuje się nim zaledwie ponad trzy razy więcej ludzi niż azerskim (azerbejdżańskim). Tego drugiego, należącego do języków tureckich, większość obywateli kraju używa na co dzień, podczas gdy ten oficjalny, którego jeszcze niedawno (przed rozpowszechnieniem telewizji) wiejskie dzieci uczyły się dopiero w szkole, funkcjonuje w pozostałych sferach. Podobnie rzecz ma się z mniejszościami, takimi jak Kurdowie, Arabowie czy Beludżowie. Wynika to po trosze z przywiązania do potężnej tradycji narodowej, ale także z polityki państwowej – Islamska Republika Iranu przyznaje teoretycznie nieograniczone prawa grupom etnicznym, mimo to w praktyce oczekuje od nich asymilacji z obawy przed tendencjami separatystycznymi. Różnorodność kulturową widać jednak wyraźnie na irańskiej prowincji (w Teheranie nazywa się nią – jak w Paryżu – całą resztę kraju). Poza dużymi ośrodkami jest zdecydowanie barwniej: kobiece stroje mienią się kolorami koczowniczych spódnic, turkmeńskich chustek i kwiecistych czadorów modlitewnych, które w miastach nosi się jedynie koło domu. Mniej tu czerni nadal dominującej w przestrzeniach publicznych metropolii. Bardziej natomiast będą się rzucać w oczy turystki w opadającej chustce i swobodniejszym stroju, które w stolicy zginęłyby w tłumie teheranek.


Skarby Isfahanu

12810px-Isfahan_Royal_Mosque_general.jpg

Isfahański Meczet Imama (Meczet Szacha) wzniesiony w XVII w

©WIKIMEDIA COMMONS/PATRICK RINGGENBERG



Przedstawicielami mniejszości są w rozumieniu prawa irańskiego przede wszystkim wyznawcy innych religii niż islam szyicki. Ormianie, żydzi, lokalni chrześcijanie i zaratusztrianie (zoroastryjczycy) mogą liczyć na szczególne przywileje, takie jak reprezentacja parlamentarna. Obecnie ok. 99,5 proc. Irańczyków jest muzułmanami, z czego mniej więcej 89 proc. to szyici. Ten odłam islamu dopiero w XVI w. stał się elementem tożsamości forsowanym przez dynastię Safawidów jako przeciwwaga dla sunnickiego imperium osmańskiego. Okres rządów tych władców (1501–1722) to czas odrodzenia narodowego, po którym zostało wiele imponujących zabytków, wśród nich miasto ogrodów i pałaców – Isfahan. Z uwagi na spójność koncepcji architektonicznej bywa ono porównywane z Krakowem. Jego centrum stanowi dawny plac do wywodzącej się prawdopodobnie z Iranu gry w polo, czyli Naghsz-e dżahan (Obraz Świata). Dziś jak na krakowskim Rynku Głównym stoją tutaj dorożki czekające na tłumy turystów. Tuż obok znajduje się bazar, jeden z najbogatszych i najczarowniejszych w kraju, na którym można nie tylko zaopatrzyć się w isfahańskie i koczownicze dywany sławne na cały świat, ale także przyjrzeć się pracy rzemieślników wytwarzających lampy, naczynia czy stemplowane ręcznie bawełniane tkaniny, tzw. kalamkary. W jego zaułkach natkniemy się na tradycyjne herbaciarnie (czajchany), gdzie poza pyszną perską herbatą zamówimy fajkę wodną (ghaljan) i dizi – typową irańską potrawę spożywaną według ustalonego rytuału (osobno zjada się sos z chlebem, oddzielnie mięso i warzywa ubite na miazgę).

Po powrocie z bazaru na Naghsz-e dżahan staniemy naprzeciw największego meczetu w Iranie zwanego niegdyś Meczetem Szacha, a dziś – jak wiele innych placów, dróg i świątyń – noszącego miano Meczetu Imama (przy czym po 36 latach, jakie minęły od rewolucji 1979 r., miejscowi nadal często używają dawnych nazw, całkowicie ignorując te nowsze). Imponuje on nie tylko swoimi rozmiarami i subtelnością wzorów, ale i niespotykanymi efektami akustycznymi ułatwiającymi pracę kaznodziejów. W miejscu, gdzie najlepiej niesie się głos, znajdziemy zawsze grupkę entuzjastów badających zjawisko echa. Na prawo od ogromnego gmachu ujrzymy kolejną nietypową budowlę sakralną – Meczet Szejcha Lotfallaha. Charakteryzująca się niesłychaną grą światła i cienia, stosunkowo niewielka świątynia wyróżnia się brakiem minaretów, niepotrzebnych z uwagi na to, że należała do prywatnego haremu szacha Abbasa I Wielkiego (1571–1629). Po przeciwległej stronie placu wznosi się pałac Ali Kapu (Ali Ghapu) o koronkowych drewnianych sufitach stanowiących niepowtarzalne głośniki podczas odbywających się w nim koncertów. W wielu isfahańskich obiektach, takich jak pałac Czehel Sotun (Czterdzieści Kolumn), odkryjemy przykłady malarstwa figuratywnego w muzułmańskim Iranie, będącym przecież ojczyzną miniatur. Islam irański na ogół słabiej ulegał wpływom ortodoksyjnym i chętnie asymilował tradycje lokalne. Bogate w malunki są także kościoły dzielnicy ormiańskiej – słynnej Dżolfy, którą szach Abbas I Wielki założył, aby wykorzystać obrotność Ormian dla budowania potęgi gospodarczej miasta. Przez środek Isfahanu przepływa rzeka Zajanderud, należąca do najpiękniejszych w kraju. W jednym z malowniczych mostów – Chadżu czy Sijose – możemy napić się herbaty po długim zwiedzaniu.

Od stolicy do Szirazu



Do Isfahanu dojedziemy z Teheranu w ok. 7 godz. wygodnym autokarem. Turyści na ogół chętnie porzucają stolicę, która – choć pięknie położona u podnóża masywu górskiego Elburs, pełna muzeów i parków – jest tłoczna i zanieczyszczona, jak na 8,5-milionowe miasto (a właściwie znacznie większe, bo zlało się w jeden organizm z licznymi satelitami) przystało. Po obejrzeniu klejnotów koronnych i odbyciu górskiej wycieczki (pieszo lub kolejką) większość nowo przybyłych ma dość zgiełku, korków (i tak zmniejszonych przez kilka linii metra) i kierowców mnóstwa samochodów nie zważających za bardzo na przepisy. Warto wiedzieć, że jeśli w trakcie powrotu z wędrówki po górach zostaniemy poczęstowani daktylami lub domowej roboty chałwą, powinniśmy przyjąć poczęstunek. To nazri, czyli jedzenie rozdawane za spełnienie modlitwy, w intencji zmarłego czy jakiejś ważnej sprawy. Najczęściej spotkamy się z nim w miesiącach ramadan i moharram (upamiętniającym żałobę po imamie szyickim Husajnie ibn Alim, wnuku proroka Mahometa, który zginął w 680 r. w bitwie pod Karbalą). W drugim z nich odbywają się spektakularne procesje żałobne i przedstawienia tradycyjnego teatru pasyjnego ta’zije. Poza tym przygotowuje się także wtedy większe nazri, często w postaci całych posiłków wręczanych przechodniom. Oba miesiące są ruchome, ponieważ liczy się je według kalendarza księżycowego. Dlatego dobrze wcześniej sprawdzić, kiedy w danym roku wypadają.

Jedna z najpopularniejszych dróg z Teheranu prowadzi właśnie do Isfahanu, a dalej na południe do Szirazu, kolejnej dawnej stolicy Persji, miejsca życia i pochówku wybitnych poetów: Sadiego i Hafiza (Hafeza). Do grobu tego ostatniego Irańczycy dosłownie pielgrzymują. Miasto powita nas również słynną Bramą Koranu, mauzoleum braci szyickiego imama Alego Rezy – Szach Czeragh, XVIII-wiecznym Bazarem Wakil i palmami daktylowymi (perskie daktyle należą do najlepszych na świecie, podobnie jak tutejsze pistacje i kawior). Dojedziemy stąd do Persepolis, stolicy ceremonialnej Achemenidów, spalonej w 330 r. p.n.e. podczas najazdu Aleksandra Wielkiego na Persję, ale nawet w postaci ruin imponującej rozmachem zamierzeń architektonicznych i płaskorzeźbami ukazującymi wielonarodową procesję lenników niosących dary swojemu achemenidzkiemu suwerenowi, szachinszachowi – królowi królów. W samym Perspepolis i nieopodal niego znajdują się skalne mogiły perskich monarchów. W pobliskim starożytnym mieście Pasargady stoi samotny grobowiec Cyrusa II Wielkiego, założyciela dynastii, o którym z takim uznaniem pisze autor biblijny.

Nomadzi i zaratusztrianie

Iran_-_Yazd.jpg

Kompleks Amir Czakmagh z meczetem i dwoma minaretami w Jaździe

©WIKIMEDIA COMMONS/ALIREZA JAVAHERI



Z Szirazu (albo z Isfahanu) można wybrać się z wizytą do koczowników (szacuje się, że ok. 1,5 proc. ludności Iranu nadal, przynajmniej okresowo, żyje w obozowiskach) nad Zatokę Perską, gdzie temperatura nie spada właściwie poniżej 20°C. Warto również wyruszyć na północny wschód do Jazdu, aby podziwiać zachowane w niezmienionym kształcie gliniane stare miasto pełne urokliwych zaułków i wąziutkich uliczek, a także poznać nieco zaratusztrian, których jest tu – obok Teheranu – najwięcej. Zaratusztrianizm to jedna z najstarszych wciąż żywych religii światowych o korzeniach sięgających II tysiąclecia p.n.e. Odegrał on niebagatelną rolę w rozwoju wielkich monoteistycznych systemów religijnych, przede wszystkim poprzez wpływ na judaizm, w którym zaczepił motywy sądu ostatecznego, raju, piekła i zmartwychwstania. Według niektórych danych dziś na świecie żyje nawet 125 tys. zaratusztrian, w tym mniej więcej 20 tys. w Iranie.

W samym Jaździe znajduje się zaratusztriańska świątynia ognia oraz wieże milczenia, służące niegdyś do wystawiania zwłok uważanych za siedzibę demonów. Pochowane w ziemi ciała zanieczyściłyby jeden ze świętych żywiołów. Dopiero oczyszczone przez ptaki kości mogły zostać pogrzebane pośrodku wieży. Dziś nie praktykuje się już takich pochówków, a zmarłych grzebie się na współczesnym cmentarzu z betonowymi grobami. Ołtarz ognia, wyjątkowo stary i szanowany, zobaczymy też w pobliskim Czak Czak, celu pielgrzymek zaratusztrian. Bije w nim święte źródło, które miało powstać w miejscu, gdzie litościwa skała rozstąpiła się przed perską księżniczką uciekającą przed arabskimi najeźdźcami. Niechęć do Arabów, którzy mimo swojej przewodniej roli w islamie uchodzą wśród Persów za pośledniejszy kulturowo naród, pozostaje w Iranie żywa po dziś dzień. Sami Irańczycy wywodzą się z ludów indoeuropejskich (nie semickich jak arabscy mieszkańcy Afryki i Półwyspu Arabskiego), co uważają za powód do dumy.

Z Jazdu można udać się na północny zachód do Kaszanu – miasta pałaców, z którego polscy królowie sprowadzali dywany – i dalej do Teheranu, żeby zdążyć na samolot powrotny do Europy. Osoby dysponujące większą ilością czasu mają szansę odnaleźć w tym kraju takie czarowne miejscowości jak Abjane koło Kaszanu czy Masule niemal nad Morzem Kaspijskim, a także ormiańskie klasztory, wiele bezcennych zabytków starożytnych bądź islamskich oraz centra pielgrzymkowe, m.in. Kom (Ghom) i Meszhed. Niezapomnianych wrażeń dostarcza podziwianie monumentalnej przyrody: dwóch wysokich łańcuchów górskich Elburs i Zagros, piaszczystych i słonych pustyń oraz całkiem odmiennych wybrzeży Zatoki Perskiej i Morza Kaspijskiego. Jednak nawet krótka wycieczka w te strony pozwala poznać choć w pewnym stopniu tę fascynującą krainę, w której czas płynie inaczej. O samym Isfahanie Irańczycy mówią nesf-e dżahan, co znaczy „połowa świata”. Jak wielki i wspaniały musi być zatem cały Iran…

Pomocne wskazówki

Na koniec warto wspomnieć o kilku uwagach praktycznych. Po tym kraju podróżuje się dobrze nie tylko dzięki życzliwości jego mieszkańców. Między największymi jego miastami wytyczono wygodne drogi, działa w nim rozwinięta sieć połączeń lotniczych i autobusowych, w wiele miejsc można dojechać pociągiem (najlepiej kupić bilet wcześniej i pomyśleć o kuszetce, gdyż Iran jest parokrotnie większy od Polski i podróż drogą lądową pomiędzy poszczególnymi ośrodkami trwa na ogół kilka, czasem nawet kilkanaście godzin). Wielbiciele luksusu znajdą tutaj eleganckie hotele, a osoby z mniejszym budżetem – tanie hostele. Poza tym meczety i pokoje modlitw są otwarte dla zmęczonych podróżnych czekających na pociąg czy autobus. Nikomu nie będzie przeszkadzać, jeśli się w nich prześpimy.

Przed wyjazdem należy zaszczepić się na żółtaczkę. Kobiety, także przyjezdne, obowiązuje hidżab (dosłownie zasłona), co w praktyce oznacza konieczność noszenia chustki lub szala, choćby niedbale narzuconych na włosy, oraz stroju zasłaniającego ręce i nogi, np. spodni i koszuli. Lepiej nie planować też podróży na najgorętszą część roku, zwłaszcza sierpień przynosi trudne do opisania upały. Na południu Iranu, gdzie w lutym temperatura nie spada poniżej 20°C, w lecie termometry wskazują nierzadko 50°C. Ludzie starają się wtedy nie wychodzić z klimatyzowanych pomieszczeń. Również na północy kraju, w Teheranie, a zwłaszcza pasie nadkaspijskim, w którym wilgotność powietrza dochodzi do 90 proc., gorące miesiące są nie do wytrzymania. Znakomitym czasem na wyprawę w te strony jest okres wiosenny. W marcu przyroda wybucha feerią barw, a temperatury wciąż pozostają całkiem znośne. Okolice Nouruzu – perskiego nowego roku obchodzonego w pierwszym dniu wiosny – to niestety pora wzmożonego ruchu turystycznego i jeśli ktoś planuje nocować w hotelach, powinien raczej zdecydować się na wyjazd na przełomie lutego i marca bądź wstrzymać się z nim do kwietnia. Jak we wszystkich krajach muzułmańskich, nawet w mało ortodoksyjnym Iranie lepiej unikać ramadanu, kiedy trudniej niż zwykle o świeże jedzenie. Turyści mogą się jednak stołować w wielu miejscach i nie narażą się też na żadne nieprzyjemności, pijąc czy posilając się na jakiejś bocznej ulicy. Podróżnych islam zwalnia z obowiązku poszczenia.

Irańczycy są bardzo gościnni, ale i kurtuazyjni. Zanim kilkakrotnie nie powtórzą zaproszenia nastawmy się raczej, że mamy do czynienia z ta’arofem – formą czysto grzecznościową, za którą nie stoi rzeczywista propozycja. W przeciwnym wypadku możemy sprawić gospodarzowi kłopot. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku kursu taksówką. Nawet jeśli kierowca uparcie uchyla się od przyjęcia zapłaty, należy ją uiścić. Na koniec jeszcze jedna wskazówka: lepiej uważać na motocykle na chodnikach. Jeśli ich nie liczyć, Iran jest wyjątkowo bezpiecznym krajem – nawet kradzieże przydarzają się tu rzadziej niż gdzie indziej. Dlatego zdecydowanie warto odwiedzić tę niesamowitą starożytną krainę na Bliskim Wschodzie.

Dumna Katalonia

WOJCIECH KUDER

 

                                                                                                              FOT. PATRONAT DE TURISMEDE LA DIPUTACIO DE SALOU 

<< Jeśli ktoś chciałby na symbolicznym obrazie przedstawić Hiszpanię i Katalonię, ta pierwsza musiałaby przybrać postać czarnego byka z muskularną sylwetką i groźnie wyglądającymi rogami, oznaczającego uświęconą władzę, potęgę i siłę, zaś druga – poczciwego osła, utożsamianego z mądrością i powolnym, lecz upartym dążeniem do celu. Tylko od nas zależy, po której stronie znajdzie się nasza sympatia… >>

Autonomiczna wspólnota Hiszpanii Katalonia ze stolicą w Barcelonie leży w północno-wschodniej części Półwyspu Iberyjskiego. Tu żyje naród, który mimo podziału jego terytorium oficjalnymi granicami państwowymi zachował język kataloński i własną świadomość i nigdy nie poddał się procesowi asymilacji.

Więcej…