MAJA ZAWIERZENIEC

 

Kraj ten, należący do pierwszej dwudziestki największych państw świata, powszechnie kojarzy się z kukurydzą, tequilą i kulturą prekolumbijską. Turyści odwiedzają Meksyk, aby podziwiać zarówno dawną monumentalną architekturę, jak i przepiękną przyrodę. Nie każdy jednak zdaje sobie sprawę z tego, że można i warto zejść z utartych szlaków i spojrzeć na tę część Ameryki Łacińskiej z innej perspektywy. Wystarczy wykupić bilet na przejazd koleją z Chihuahua do Topolobampo, aby w trakcie takiej wycieczki odkrywać nieznane oblicza Meksyku stacja po stacji…

 

Polska sieć kolejowa liczy prawie 20 tys. km, średnio Polak odbywa rocznie 7 podróży pociągiem, zaś plan dla transportu kolejowego w Polsce do 2030 r. przewiduje dalsze zmiany infrastrukturalne mające na celu m.in. rozwój kolei dużych prędkości. W odległym Meksyku stworzenie zintegrowanej sieci transportowej ze względu na skomplikowane ukształtowanie terenu nigdy nie było łatwe. niemniej jednak państwo to stało się jednym z pierwszych krajów Ameryki Łacińskiej, który rozpoczął budowę linii kolejowych. Ich sieć jest porównywalna długością do polskiej (ponad 17 tys. km). Po przeprowadzonej pod koniec lat 90. XX w. prywatyzacji kolei najważniejszy stał się jednak transport towarowy. Aktualnie w Meksyku istnieją dwa popularne wśród turystów pociągi pasażerskie: Chepe (o którym poniżej) oraz Tequila Express z Jalisco, stanu słynącego z tego meksykańskiego trunku z agawy.

Chepe (zwany też El Chepe, dziś należący do grupy Ferromex) łączy północno-meksykański stan Chihuahua z Pacyfikiem (nazwa pochodzi od pierwszych liter tych nazw własnych: Ch– P). W 2011 r. ten słynny pociąg obchodził oficjalnie 50-lecie swojego istnienia. Jednakże jego historia sięga tak naprawdę wiosny 1872 r., kiedy to amerykański inżynier Albert Kimsey Owen (1847–1916) przybył do Meksyku do pracy w jednej z ówczesnych firm kolejowych. Przemierzając wybrzeże Pacyfiku, dotarł on do zatoki Ohuira, co w lokalnym języku cáhitas oznacza „urzekające miejsce”. Zafascynowany korzyściami, jakie mógł przynieść rozwój kolei na terenach północno-meksykańskich, jako pierwszy wpadł na pomysł połączenia kolejowego pomiędzy zachodnimi stanami USA a zatoką (portem Topolobampo) i postanowił założyć Texas, Topolobampo and Pacific Railroad and Telegraph Company. Od tego czasu zaczął szukać wsparcia finansowego zarówno wśród amerykańskich inwestorów, jak i u meksykańskiego rządu. Realizacja jego projektu napotykała jednak wciąż nowe przeszkody i wymagała coraz większych nakładów pieniężnych. Na szczęście plan budowy kolei na północy Meksyku spodobał się prezydentowi Porfirio Díazowi. Dopiero kilkanaście lat później amerykański inżynier otrzymał koncesję na budowę sieci kolejowej na odcinku od ówczesnego Presidio del Norte (dziś na terenie miasta Ojinaga) do wybrzeża Pacyfiku w stanie Sinaloa. Z powodu niepowodzeń Owena rząd meksykański wydał zgodę na stworzenie 259-kilometrowego połączenia między Ciudad Juárez a Casas Grandes Fosterowi Higginsowi z Rio Grande, Sierra Madre and Pacific Railway Company. W 1897 r. pozwolenie na położenie linii kolejowej od miasta Chihuahua do wybrzeża Pacyfiku dostali również Enrique Creel Cuilty i Alfred Spendlove. Na początku XX w. podczas kolejnej kadencji Porfirio Díaza  północnoamerykańska firma Kansas City, Mexico and Orient Railway Company wybudowała dodatkowe odcinki torów w stanach Sinaloa i Chihuahua. Dalsze prace wstrzymała tzw. rewolucja meksykańska (1910–1917). W 1940 r. rząd meksykański wykupił od Amerykanów wybudowany przez Kansas City, Mexico and Orient Railway Company odcinek kolejowy i połączył go z odzyskaną również linią eksploatowaną przez The Mexican Northwestern Railway Company, tworząc w 1955 r. spółkę Ferrocarril Chihuahua al Pacífico. Otwarcie brakującej części aktualnej trasy pomiędzy Creel i El Fuerte nastąpiło w 1961 r.

Obecnie za ok. 120 euro (trochę ponad 2000 peso meksykańskich) można odbyć kilkunastogodzinną podróż w pierwszej klasie (tzw. Primera Express) tego wyjątkowego pociągu. Niezapomniana wycieczka rozpoczyna się już o godz. 6 rano… 

 

Stacja Chihuahua – wspomnienie Pancho Villi

Ponad 14-godzinną podróż Chepe rozpoczynamy w Chihuahua, stolicy stanu o tej samej nazwie, największego pod względem powierzchni w Meksykańskich Stanach Zjednoczonych, obejmującego prawie 250 tys. km2 (czyli ok. 80 proc. powierzchni Polski i 8 razy więcej niż zajmuje terytorium Belgii). Od północy Chihuahua graniczy z Nowym Meksykiem i Teksasem należącymi do USA. To tutaj działają maquiladoras, czyli zwykle przygraniczne fabryki amerykańskie na terytorium Meksyku, które zajmują się przetwarzaniem i eksportowaniem surowców. Ich właściciele korzystają ze strefy wolnego handlu krajów należących do układu NAFTA oraz taniej meksykańskiej siły roboczej.

Jednocześnie Chihuahua to tętniące życiem piękne kolonialne miasto, w którym zwiedzić możemy stanowiącą siedzibę archidiecezji barokową Katedrę Metropolitalną, budowaną przez sto lat i konsekrowaną w 1826 r., o charakterystycznym kolorze ochry. Jej wnętrze kryje m.in. kapliczkę czarnego Chrystusa z Mapimí, będącego staranną kopią oryginału przekazaną przez rodzinę Irigoya z miasta Cuencamé w stanie Durango, do którego figura przybyła prawie 300 lat temu. Poza tym warto odwiedzić Muzeum Rewolucji Meksykańskiej (Museo de la Revolución Mexicana) poświęcone José Doroteo Arango Arámbuli (1878–1923). Przeszedł on do historii jako Pancho Villa i był jednym z najsłynniejszych, najbardziej temperamentnych przywódców partyzantki chłopskiej oraz generałem w okresie tzw. rewolucji meksykańskiej (1910–1917).

Na północy stanu Chihuahua (ok. 50 km na południe od Ciudad Juárez) podziwiać można słynący z ruchomych wydm malowniczy obszar pustynny, zwany Dunas de Samalayuca (Médanos de Samalayuca). W tym rejonie, nierzadko nawiedzanym przez burze piaskowe, żyją kojoty, pumy oraz grzechotniki. Posłużył on również za scenerię kilku filmów, m.in. Conana Niszczyciela (kontynuacja Conana Barbarzyńcy)z Arnoldem Schwarzeneggerem w roli głównej.

 

Stacja Cuauhtémoc – w krainie mennonitów

Nazwa tego miasta pochodzi od imienia ostatniego władcy państwa-miasta Azteków Tenochtitlan. Cuauhtémoc uważa się za bramę do górskiego regionu Sierra Tarahumara.   

Mieszka tu najliczniejsza społeczność mennonitów w Ameryce Łacińskiej. Założycielem tego odłamu anabaptystów był Menno Simmons z Fryzji (1496–1561), od którego imienia wziął on swoją nazwę, a jego powstanie datuje się na XVI w. Mennonici prześladowani w Europie zarówno przez katolików, jak i protestantów, wyemigrowali do Ameryki Północnej, a następnie trafili m.in. do Meksyku, gdzie żyje ich aktualnie ok. 100 tys. (większość na terenach północnych, lecz niektóre mniejsze grupy także w Guanajuato, Quintana Roo czy Campeche). Prowadzą prosty tryb życia, uważają, że ludzie powinni dbać o pokój na świecie, dlatego im samym nie wolno posiadać broni. Protestancką grupą religijną wywodzącą się ze wspólnoty mennonitów są amisze. Poza tym okoliczny region słynie z serów wytwarzanych przez potomków emigrantów z Europy oraz produkcji jabłek.

 

Stacja Creel – ludzie o lekkich stopach

Tutejsze okolice zamieszkiwane są przez rdzenną ludność nazywaną przez Europejczyków Tarahumara. Jej przedstawiciele sami mówią o sobie Rarámuri, co dosłownie oznacza lekkie stopy (Indianie ci słyną z tego, że są doskonałymi biegaczami). Ich przodkowie przybyli prawdopodobnie z terenów dzisiejszej Mongolii poprzez Cieśninę Beringa. Obecnie społeczność ta liczy ok. 100 tys. osób. Posługują się językiem należącym do grupy uto-azteckiej (z której wywodzi się również język mieszkańców Tenochtitlan, czyli nahuatl). Wielu Rarámuri zachowało tradycyjny sposób życia i nie przyjmuje wpływów kultury zachodniej – mieszkają w lepiankach bądź jaskiniach łańcucha górskiego Sierra Madre Zachodnia. Ważną funkcję pełnią wśród nich szamani, będący stróżami tradycyjnego porządku rzeczy i dbający o zachowanie równowagi pomiędzy ciałem a wszechświatem. Niektórzy wykorzystują w celach leczniczo-magicznych híkuli, roślinę zwaną powszechnie pejotlem (łacińska nazwa gatunkowa Lophophora williamsii). Kult z nią związany opisał Carlos Castaneda (amerykański antropolog urodzony w Peru) w swojej książce Nauki Don Juana, która została sprzedana w 8 mln egzemplarzy i przetłumaczona na 17 języków. Podstawą do jej napisania były spotkania autora z szamanem z plemienia Yaqui (jednej z grup Indian Rarámuri), który wprowadzał go w tajniki magii i rytuałów. Do dziś badacze nie są zgodni co do tego, czy publikacja ta nie jest w dużej mierze fikcją literacką…

W okolicach Creel można wybrać się także nad mające kształt podkowy i powierzchnię 40 ha malownicze jezioro Arareko, zrelaksować się dzięki wodom termalnym w Recohuata (Recowata) czy też podziwiać drugi pod względem wielkości wodospad Meksyku – 246-metrowy Basaseachi (Basaseachic). Wysokością bije go jedynie Piedra Volada, kaskada mająca aż 453 metry, znajdująca się również w stanie Chihuahua, niedaleko miasta Ocampo.

 

Stacja Divisadero – widok na Miedziany Kanion

Kolejny przystanek w naszej podróży znajduje się naprzeciwko grupy wąwozów Barrancas del Cobre (Barranca del Cobre), znanych też jako Copper Canyon. Nazwa ta pochodzi od miedzianego koloru ścian skalnych (cobre oznacza po hiszpańsku miedź). Miedziany Kanion, jeden z niewątpliwych cudów przyrodniczych Ameryki Północnej, powstał w wyniku działalności sześciu rzek. Ten zespół wąwozów ma długość 600 km oraz 250 km szerokości i głębokość dochodzącą aż do 1879 metrów – tym samym jest większy niż słynny Wielki Kanion Kolorado. Na powierzchni ok. 60 tys. km2 napotykamy na ukryte pośród sosnowych lasów widowiskowe wodospady, skały o niesamowitych formach oraz malownicze jeziora.

Obszar otaczający Barrancas del Cobre stanowi doskonałe miejsce dla miłośników aktywnego wypoczynku i kontaktu z przyrodą oraz osób szukających spokoju z dala od zgiełku cywilizacji. Wycieczki na rowerach górskich, wyprawy konne, wspinaczki skalne, obserwowanie ptaków oraz łowienie ryb – to tylko niektóre z wielu atrakcji czekających na podróżników, którzy zamiast meksykańskich plaż wybiorą tajemnicze góry Sierra Tarahumara.

 

Stacje Témoris i Los Mochis

Godzinny przejazd na odcinku Bahuichivo–Témoris wzbudza najwięcej emocji wśród pasażerów Chepe. W tym miejscu można podziwiać trzy poziomy torów kolejowych, jeden z najbardziej spektakularnych mostów na świecie oraz 86 tuneli.

Naszą podróż kończymy nad niewielką zatoką Topolobampo. Warto tu odwiedzić samo Topolobambo – jeden z portów meksykańskich Zatoki Kalifornijskiej leżący w stanie Sinaloa i osadę założoną w 1884 r. przez Alberta Kimseya Owena, pomysłodawcę trasy pociągu Chepe. Topolobampo to również miejsce pierwszej kolonii utopijnych socjalistów północnoamerykańskich, którzy sprowadzeni tu przez amerykańskiego inżyniera, przenieśli się z czasem w głąb lądu do późniejszego Los Mochis (powstałego w 1903 r.).

Północ Meksyku, ze stanem Chihuahua zajmującym niemal 13 proc. terytorium tego rozległego i zróżnicowanego państwa, to obszar, który powinien zainteresować każdego globtrotera. Znajdziemy tu przepiękne krajobrazy, licznych przedstawicieli rdzennej ludności oraz zabytki kultury kolonialnej i ślady rewolucji meksykańskiej. Zaproszenia do tak ciekawej podróży po prostu nie sposób odrzucić!


 

Artykuły wybrane losowo

Belize – etniczna mozaika

NATALIA ŚWIĘCHOWICZ

<< Na niewielkim skrawku lądu leżącym na popularnym półwyspie Jukatan nad Morzem Karaibskim odnajdziemy zupełnie inny świat, nie przypominający tętniących typowo latynoamerykańskimi rytmami swoich sąsiadów – Meksyku i Gwatemali. Tu poczujemy klimat Karaibów – spotkamy na ulicy sobowtórów Boba Marleya, będziemy bawić się do białego rana w klubach reggae na koralowych wysepkach, odkryjemy tajemniczą kulturę Garifuna i zapomniane przez wszystkich ruiny Majów. To, co fascynuje w tym kraju podróżników, to przede wszystkim różnorodność kulturowa i wielość grup etnicznych, które funkcjonują obok siebie w zgodzie na tak małej przestrzeni. Poza tym znajdziemy tutaj dziewicze tereny, parki narodowe i rezerwaty oraz wybrzeże strzegące największych skarbów podwodnego królestwa. >>

W rodzinie państw Ameryki Środkowej Belize jest niczym mała zbuntowana siostra, która na przekór rodzeństwu postanowiła urządzić wszystko po swojemu. Toteż na swoje majańskie ziemie zaprosiła wygnany z Małych Antyli lud Garifuna, sprowadziła kontraktowych robotników z Chin i Indii, aby na końcu zwołać do wspólnego stołu holenderskich amiszów. Te skolonizowane przez Wielką Brytanię tereny, nazywane od 1862 r. Hondurasem Brytyjskim, stanowiły jedyną brytyjską kolonię w tej części Ameryki. Ostatecznie niepodległość kraj uzyskał we wrześniu 1981 r., kiedy to stał się monarchią konstytucyjną należącą do Wspólnoty Narodów (The Commonwealth). Funkcję języka urzędowego pełni angielski, a z belizeńskich dolarów (BZD) do dziś spogląda na nas młode oblicze królowej Elżbiety II w towarzystwie ryb, skorupiaków, tukana i tapira.

Więcej…

Singapurski kalejdoskop

Sg - Kopia

SS Resort Marina Bay Sands nad zatoką

© SINGAPORE TOURISM BOARD

 

ANNA MOLĘDA-KOMPOLT

 

Singapur to państwo-miasto położone w Azji Południowo-Wschodniej przy krańcu Półwyspu Malajskiego. Ma powierzchnię ok. 720 km², a swoimi granicami obejmuje główną wyspę (również nazywaną Singapurem bądź Pulau Ujong) i mniej więcej 60 mniejszych wysp. Archipelag otaczają wody cieśnin: Malakka, Johor i Singapurskiej. Singapur został oficjalnie założony 6 lutego 1819 r. przez przedstawiciela Brytyjskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej Thomasa Stamforda Rafflesa. Jego nazwa pochodzi od dwóch sanskryckich słów: „singa” („lew”) i „pura” („miasto”), dlatego bywa zwany Miastem Lwa. Dzisiaj Republika Singapuru to wielkie centrum finansowe, najeżone nowoczesnymi drapaczami chmur, i bardzo bezpieczny kraj. Znajduje się tu ogromne międzynarodowe lotnisko ze świetnymi połączeniami na cały świat i mnóstwo zapierających dech w piersiach atrakcji turystycznych.

 

Warto podkreślić, że ta azjatycka republika, będąca członkiem Brytyjskiej Wspólnoty Narodów, należy do najmniejszych i jednocześnie najzamożniejszych państw na naszym globie. Kraj zamieszkuje ponad 5,6 mln ludzi, z czego największą grupę stanowią Chińczycy (powyżej 74 proc.). Poza tym żyją tutaj m.in. Malajowie, Hindusi, a także Europejczycy. Pod względem wyznaniowym najliczniejszą społecznością są buddyści (ok. 34 proc.), za nimi plasują się chrześcijanie i muzułmanie, a dalej taoiści i hinduiści. Nie brakuje także osób nie wyznających żadnej religii, które stanowią mniej więcej 18,5 proc. całej populacji.

 

Singapore - Kopia

Spotkanie z sympatycznymi orangutanami na terenie Singapore Zoo

© SINGAPORE TOURISM BOARD

 

Singapur słynie dzisiaj z restrykcyjnego prawa, pedantycznego porządku i doskonałej organizacji. Kojarzy się z gorącym klimatem, egzotycznym jedzeniem, zachwycającymi parkami i ogrodami. Stanowi też zakupowe i rozrywkowe centrum tego regionu Azji. W tym fascynującym kraju jest wiele niepowtarzalnych atrakcji. Z pewnością każdy znajdzie tutaj coś idealnego dla siebie i dla swoich zmysłów.

 

GBTB HR 02

Niesamowite gigantyczne drzewa w rozległym kompleksie Gardens by the Bay

© SINGAPORE TOURISM BOARD

 

KIEDYŚ I DZIŚ

 

Serce Singapuru stanowi rzeka o tej samej nazwie i ulokowane wokół niej dzielnice. Główny obszar miejski nosi nazwę Central Area. Pomimo niewielkich rozmiarów powstała w nim wyjątkowa mieszanka wpływów licznych kultur żyjących od lat obok siebie.

 

Na uwagę zasługuje historyczna dzielnica kolonialna, w której znajdują się interesujące zabytki w stylu wiktoriańskim. Przy jednej z ulic stoi ormiański Kościół św. Grzegorza Oświeciciela z 1835 r., najstarsza singapurska świątynia chrześcijańska. Nieopodal wznosi się ukończona w 1847 r. katolicka Katedra Dobrego Pasterza i anglikańska Katedra św. Andrzeja z lat 1856–1861. Ta ostatnia zbudowana została w stylu neogotyckim, a jej białe ściany i kolorowe okienne witraże tworzą niezwykłą kompozycję. Do zabytków z czasów kolonialnych należy również odlana z brązu statua Thomasa Stamforda Rafflesa – założyciela miasta, nazywanego często Ojcem Singapuru. Budynek Ratusza (City Hall) pochodzi z kolei z lat 1926–1929. Ciekawymi obiektami w historycznej dzielnicy (Downtown Core) są niemal 14-metrowa fontanna (Fountain of Wealth), wpisana w 1998 r. do Księgi rekordów Guinnessa jako największa na świecie, oraz Merlion – półlew, półryba – symbol azjatyckiego państwa-miasta. Oprócz zabudowań kolonialnych znajdują się tu także gmachy rządowe, kościoły i drapacze chmur dominujące w architekturze Singapuru. Ogromne centra handlowe łączy ze sobą sieć klimatyzowanych podziemnych przejść, w których funkcjonują różnorakie sklepy. To prawdziwy raj dla osób lubiących robić zakupy.

 

Nieco odmiennym rejonem od historycznej dzielnicy jest sąsiadujący z nią bulwar o długości 2,2 km – Orchard Road. W tej okolicy przeważają centra finansowe, galerie handlowe, ambasady, wysokie biurowce i luksusowe hotele. Dla odmiany na południowy wschód stąd, na nabrzeżu w 2010 r. otwarto resort Marina Bay Sands. To drugi najdroższy budynek na świecie, zaraz po kompleksie hotelowym Abradż Al Bajt (Abraj Al Bait) w Mekce w Arabii Saudyjskiej. Wzniesienie spektakularnego obiektu nad singapurską zatoką kosztowało aż 8 mld dolarów amerykańskich. Dzięki wysokiemu standardowi usług cieszy się on dużą popularnością wśród zamożnych turystów z całego globu. Odbywają się w nim też największe wystawy międzynarodowe. Na sam hotel składają się trzy 55-piętrowe wieżowcepołączone jednym dachem z ogromnym tarasem Sands SkyPark na szczycie, na którym znajduje się najdłuższy na świecie, 146-metrowy, podwyższony basen (położony na wysokości 191 m). Są tu także restauracje i bary, ogrody oraz punkt obserwacyjny dostępny nie tylko dla hotelowych gości. Według wielu osób to miejsce stanowi turystyczną wizytówkę Singapuru – widok rozpościerający się z dachu jest imponujący. Polecam wjechać na górę wieczorem, aby podziwiać różnobarwną i niepowtarzalną panoramę okolicy. W pobliżu można poza tym obejrzeć wówczas niesamowity pokaz Spectra łączący światło, dźwięk i wodę.

 

Niewątpliwą atrakcją w tej części Singapuru są ogrody wchodzące w skład kompleksu Gardens by the Bay, zajmującego powierzchnię 101 ha i zaprojektowanego przez wielu znakomitych architektów, inżynierów i ogrodników z różnych stron świata. Uwagę zwracają w nich m.in. dwie ogromne szklane konstrukcje – Kwiatowa Kopuła (Flower Dome) i Mglisty Las (Cloud Forest). W ich wnętrzu stworzono warunki sprzyjające rozwojowi zróżnicowanej roślinności z rozmaitych zakątków naszego globu. W Mglistym Lesie można przenieść się do tropikalnego górskiego klimatu, zobaczyć gigantyczny, 35-metrowy wodospad i przejść się licznymi zawieszonymi w powietrzu kładkami – taki spacer przypomina wędrówkę po zaginionej krainie. Pod dachem Kwiatowej Kopuły, wpisanej w 2015 r. do Księgi rekordów Guinnessa jako największa szklana cieplarnia na świecie, zebrano rośliny z basenu Morza Śródziemnego, Kalifornii, Australii, Ameryki Południowej i Afryki, które rosną w stałej temperaturze 23–25°C. Warto wśród nich odpocząć od panującego w tym rejonie Azji upału. Podczas zwiedzania Gardens by the Bay trudno również nie zauważyć olbrzymich metalowych drzew. Mają one od 25 do 50 m wysokości i są porośnięte bujną roślinnością. Tuż pod ich futurystycznymi koronami (na poziomie 22 m) poprowadzono kładkę widokową o długości 128 m (OCBC Skyway). Rozciągają się z niej wspaniałe widoki na ogrody i malowniczą zatokę. Wieczorem drzewa rozbłyskują kolorowymi światłami, a sceneria staje się wręcz bajkowa. Jestem przekonana, że wizyta w tym magicznym miejscu na długo pozostanie w pamięci zwiedzających, dlatego gorąco polecam je wszystkim.

 

Z LOTU PTAKA

 

W zasadzie z każdej strony zatoki Marina (Marina Bay) rozpościera się malownicza panorama Singapuru, więc wieczorny spacer wzdłuż jej brzegów stanowi naprawdę wielką przyjemność. Po drodze można zatrzymać się, aby posłuchać ciekawych koncertów, obejrzeć interesujące pokazy i spróbować potraw z różnych kuchni świata.

 

Osobom, które chcą zobaczyć okolicę z lotu ptaka (a dokładnie z wysokości 165 m), proponuję wybranie się na gigantyczne koło widokowe (Singapore Flyer). Obecnie uchodzi ono za jedną z największych tutejszych atrakcji. Konstrukcję wyposażono w 28 klimatyzowanych kapsuł, z których w każdej mieści się 28 pasażerów. Dzięki powolnemu ruchowi koła podczas przejażdżki można dostrzec wiele interesujących miejsc położonych wzdłuż rzeki Singapur i w rejonie zatoki Marina, takich jak historyczne nabrzeża Clarke Quay i Boat Quay z klubami, barami i kawiarniami, luksusowy resort Marina Bay Sands, fantastyczny kompleks Gardens by the Bay, imponujący, 280-metrowy stalowy most dla pieszych o kształcie inspirowanym strukturą DNA (Helix Bridge) oraz Parlament (Parliament House) i Muzeum Cywilizacji Azjatyckich (Asian Civilisations Museum) z cennymi eksponatami. Na uwagę zasługuje również centrum sztuk scenicznych The Esplanade (Esplanade – Theatres on the Bay) – budowla przypominająca ogromne oczy muchy, gmach Muzeum Sztuki i Nauki (ArtScience Museum) w formie kwiatu lotosu czy drapacze chmur centrum biznesowego. Po zapadnięciu zmroku podświetlone budynki i mosty czynią panoramę tego państwa-miasta jeszcze bardziej niesamowitą, przypomina ona wręcz kadr ze świata przyszłości.

 

TRZY ŚWIATY

 

HR STB39140 64-r1

Masjid Sultan – meczet przy Muscat Street w dzielnicy muzułmańskiej

© SINGAPORE TOURISM BOARD

 

Nieopodal historycznego kolonialnego centrum i Orchard Road znajduje się niezmiernie urokliwa dzielnica muzułmańska (Kampong Glam) zamieszkana głównie przez wyznawców islamu, w tym Malajów. Aby przywrócić jej dawny wygląd i ożywić okolicę, przeprowadzono w niej prace restauracyjne, podobnie jak w dystrykcie hinduskim i chińskim. Najbardziej znanymi ulicami są tu Arab Street, Baghdad Street, Bussorah Street, Muscat Street czy Kandahar Street. Turystów przyciągają klimatyczne kawiarenki i lokale ze smacznymi daniami kuchni bliskowschodniej. W tym rejonie można nie tylko zjeść pyszny posiłek, lecz także kupić produkty charakterystyczne dla muzułmańskich regionów Azji i przyjrzeć się ciekawej architekturze. Mimo iż w Singapurze znajduje się kilkadziesiąt różnych meczetów, szczególnie warto wybrać się właśnie do tego tutejszego – Masjid Sultan z 1928 r. Wielka, złota kopuła zwieńczona półksiężycem z gwiazdą odznacza się na tle nowoczesnych wieżowców. Duża centralna sala przeznaczona jest wyłącznie dla osób modlących się. Meczet robi niesamowite wrażenie, a wizyta w nim pozwala się wyciszyć i odpocząć przez chwilę.

 

W pobliżu dzielnicy muzułmańskiej leży wielobarwny dystrykt hinduski (Little India). Osiedlali się tu emigranci z Indii, którzy przybywali za czasów Brytyjczyków. Główną ulicą handlową jest Serangoon Road. Wyjątkową atmosferę okolicy tworzą sklepy z kolorowymi sari, hinduską biżuterią i egzotycznymi przyprawami. W dzielnicy znajduje się kilka obiektów sakralnych różnych religii. Do najciekawszych należą: kościół metodystów (Kampong Kapor Methodist Church), najstarsza singapurska świątynia hinduistyczna Sri Veeramakaliamman (wzniesiona w 1881 r.), świątynia Sri Vadapathira Kaliammanoraz meczet Angullia. Niedaleko stąd stoi dobrze zachowany Masjid Abdul Gaffoor, meczet, który został ukończony w 1910 r. i stanowi wyjątkowo udaną mieszankę stylu mauretańskiego, wpływów europejskich i hinduskich.

 

We wspomnianej dzielnicy chińskiej (Chinatown) panuje ład i porządek, jaki można zobaczyć tylko w Singapurze. Warto pamiętać, że w początkowym okresie rozwoju ośrodka właśnie tutaj znajdowało się jego centrum. W tym rejonie koniecznie trzeba zobaczyć najstarszą miejscową świątynię – Thian Hock Keng z 1839 r. – uważaną za perłę architektury chińskiej. W 1973 r. została ona uznana za pomnik narodowy. Swoim wyglądem zadziwia również Świątynia Zęba Buddy i Muzeum (Buddha Tooth Relic Temple and Museum). Spadziste, wielopoziomowe dachy budowli kontrastują z wysokimi wieżowcami wznoszącymi się dookoła niej. Obiekt przypomina pałac rodziny cesarskiej z Chin. W Chinatown poza podziwianiem architektury warto także spróbować potraw kuchni chińskiej i kupić kilka pamiątek. Właściciele obwoźnych stoisk z jedzeniem przemierzają wąskie uliczki, a za nimi ciągnie się zapach orientalnych przypraw. Niektórzy twierdzą, że właśnie tutaj można zjeść najlepszy w Singapurze durian (owoc o specyficznej, niezbyt przyjemnej woni). Obowiązkowo trzeba też zatrzymać się na pieczone kasztany.

 

Miłośnikom orientalnej kultury i kuchni z pewnością spodoba się w tych trzech dzielnicach, które czasem wydają się przenosić zwiedzających w inne rejony globu. Polecam poza tym popularne centra gastronomiczne z daniami z różnych stron świata (hawker centres albo food courts). Jest ich w Singapurze bardzo dużo i wszystkie oferują smaczne i niezmiernie zróżnicowane jedzenie. Znajdują się w nich stoiska z kuchnią chińską, indyjską, tajską czy malezyjską. Spróbujemy tu m.in. intrygujących zup i azjatyckich słodkości, w tym przysmaków z tapioki. Singapurskie centra gastronomiczne robią niesamowite wrażenie, bo zwykle usytuowane są w sąsiedztwie szklanych wieżowców i niemal przez cały dzień tętnią życiem. To miejsca, które każdy turysta zapamięta na długo.  

 

W OTOCZENIU PRZYRODY

 

Pomimo mnóstwa drapaczy chmur Singapur wypełnia zieleń, dzięki czemu w wielu okolicach można usłyszeć kojący śpiew ptaków. Nieopodal Orchard Road znajdują się słynne tropikalne Singapurskie Ogrody Botaniczne (Singapore Botanic Gardens) założone w dzisiejszej lokalizacji w 1859 r. Zajmują obecnie powierzchnię 82 ha. To jedno z najczęściej odwiedzanych tego rodzaju miejsc na całym świecie. W 2015 r. Singapore Botanic Gardens zostały umieszczone na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Można tu podziwiać mnóstwo wspaniałych egzotycznych roślin i odwiedzić imponujący, trzyhektarowy Narodowy Ogród Orchidei (National Orchid Garden) z 1,2 tys. różnych gatunków storczykowatych i ponad 2 tys. ich hybryd. Największe wrażenie wywiera storczyk o kwiatach osiągających długość aż 30 cm i kwitnących przez ok. 10 dni (Bulbophyllum echinolabium)! Warto tutaj zajrzeć również do kilku szklarni, w których prezentowana jest rzadka i unikatowa flora strefy tropikalnej. Singapurskie Ogrody Botaniczne to idealne miejsce dla miłośników przyrody, a także osób chcących wypocząć, pospacerować czy wybrać się na piknik. Tereny zielone są wspaniale utrzymane i niezmiernie malownicze. W weekendy często odbywają się tu koncerty. W tym miniaturowym królestwie roślin trzeba złożyć choćby jedną wizytę. Jest to pierwszy obiekt na terenie Singapuru i zarazem jedyny tropikalny ogród botaniczny na świecie wpisany na prestiżową listę UNESCO.

 

W granicach tego fascynującego państwa-miasta znajdują się też cztery rezerwaty przyrody i ogromny otwarty ogród zoologiczny bez klatek i metalowych ogrodzeń (Singapore Zoo). Ten ostatni ma powierzchnię 26 ha, na której żyje ponad 300 gatunków zwierząt (w sumie powyżej 2,8 tys. okazów). Ludzi od jego mieszkańców oddzielają w nim zwykle tylko kanały wypełnione wodą lub szklane ściany. Zwiedzający korzystają z licznych punktów widokowych i stanowisk do obserwacji stworzeń wodnych czy drapieżników. W singapurskim zoo spotkamy wiele zupełnie wyjątkowych przedstawicieli fauny, takich jak Inuka – jedyny niedźwiedź polarny na tej szerokości geograficznej (urodzony w grudniu 1990 r.), ok. 80-letni żółw olbrzymi Astove i niezmiernie rzadkie białe tygrysy bengalskie. Ciekawą atrakcję dla turystów stanowi również park Nocne Safari (Night Safari). Prowadzące nocny tryb życia zwierzęta ogląda się w nim podczas wędrówki ścieżkami tematycznymi lub przejażdżki specjalnym pociągiem.

 

Pasjonatom ornitologii polecam Jurong Bird Park, w którym żyje ponad 5 tys. ptaków. Podobnie jak we wspomnianym zoo w ptaszarni odbywają się interesujące pokazy. Tukany, papugi czy pelikany przelatują przez obręcze, grają w rozmaite gry, przynoszą różne przedmioty oraz mówią i śpiewają. Przedstawienia trwają po ok. 45 min. i są świetną atrakcją dla małych i dużych. W Jurong Bird Park znajdują się także liczne zbiorniki wodne i wspaniały wodospad. Największe wrażenie robią jednak ptaki przelatujące tuż nad głowami zwiedzających.

 

CENTRUM ROZRYWKI

 

Aby odpocząć trochę od miejskiego zgiełku, najlepiej udać się na malowniczą wyspę Sentosę. W języku malajskim jej nazwa oznacza „pokój i spokój”, ale dzisiaj to modne miejsce nie należy już do zbyt spokojnych i cichych. Wyspa uchodzi za centrum rozrywki i wypoczynku z wieloma atrakcjami. Jedną z nich jest park tematyczny Universal Studios Singapore (część Resorts World Sentosa), czyli kompleks z wesołym miasteczkiem inspirowanym motywami filmowymi. Można tu m.in. przejechać się niesamowitą kolejką górską Battlestar Galactica: HUMAN vs. CYLON™, odwiedzić Jurassic Park, Shreka czy słynne pingwiny z Madagaskaru oraz przyjrzeć się procesowi powstawania filmów. Zdecydowanie warto zajrzeć również do S.E.A. Aquarium z ponad 100 tys. zwierząt morskich reprezentujących niemal 1 tys. gatunków z różnych części świata. Na zainteresowanie zasługuje poza tym czterotrasowy tor zjazdowy z jednoosobowymi pojazdami (Skyline Luge Sentosa) i wieża obserwacyjna (Tiger Sky Tower) o wysokości 110 m, z której rozciąga się widok na okolicę. Sentosa słynie z trzech malowniczych plaż. Najbardziej zatłoczona jest Siloso, przy której działa popularny klub muzyczny – Azzura Beach Club – z restauracją, barami, basenami i jacuzzi. Wypożyczymy tutaj kajaki, deski do skimboardingu i surfingu oraz inny sprzęt do uprawiania sportów wodnych czy rowery górskie lub rolki. Pozostałe dwie plaże to Palawan z wiszącym mostem i egzotyczna, ocieniona wysmukłymi palmami, najspokojniejsza z całej trójki Tanjong. Na Sentosie każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie, a pobyt na niej będzie potem miło wspominał.

 

Osoby lubiące wycieczki rowerowe powinny wybrać się do urokliwego Parku East Coast, który leży w południowo-wschodniej części Singapuru. Można tu wypożyczyć rower i udać się na przejażdżkę długą, ponad 15-kilometrową trasą biegnącą wzdłuż plaży. Miejsce to jest także idealne do uprawiania sportów wodnych, takich jak wind- czy kitesurfing. Oprócz tego w parku po prostu wypoczniemy, popływamy i nacieszymy się pięknem natury.

 

W Singapurze Zachód spotyka się ze Wschodem. Z jednej strony znajdują się tutaj nowoczesne biurowce, centra handlowe i biznesowe, a z drugiej obok języka angielskiego usłyszymy na ulicy mandaryński, kantoński, malajski, tamilski czy singlish (oparty na angielskim język kreolski). Mówi się, że to państwo-miasto jest Azjąw miniaturze. Uważam jednak, że Singapur można wręcz nazwać całym światem w miniaturze.Ten niewielki kraj zachwyca i w dzień, i w nocy. Wizyta w nim dostarcza tysiąca wspaniałych wrażeń.

 

Gruzja winem płynąca

MARIUSZ KAPCZYŃSKI
REDAKTOR NACZELNY PORTALU VINISFERA.PL

 

<< Wyprawy do Gruzji w ostatnich latach cieszą się wśród Polaków dużą popularnością. Trudno jednoznacznie stwierdzić, co tak szczególnego przyciąga ich w te strony: niesamowite krajobrazy, wiekowe zabytki kultury chrześcijańskiej, smaczna regionalna kuchnia i wyjątkowe wina czy wreszcie życzliwi mieszkańcy, traktujący gości jak członków rodziny. Być może zresztą wszystkie te aspekty razem wzięte sprawiają, że w tym niewielkim kraju skrytym w cieniu gór łatwo poczuć się jak w domu. >>

Więcej…